Kalabryjski Park Narodowy Aspromonte

Jak wieczorem dotarłem do Bova Marina, to znalazłem przytulne miejsce do spania na plaży otoczone skałą z jednej strony, a drzewami z drugiej. Rano szybka kawa w miejscowej knajpce i polnymi, bocznymi drogami do Bova, miasteczka, z którego można zacząć kilka interesujących trekkingów po Narodowym Parku Aspromonte. Ja mam w planach kilka dni podreptać „stodwójką”.Przez cały dzień jestem sam na szlaku, tylko cisza, ogromna przestrzeń i cudne widoki. Ścieżka momentami trochę kluczy, trzeba nieco szukać, posiłkować się nawigacją, przedzierać przez krzaki czasami, ale nie jest źle. Do czasu. Miałem w planach być w korycie rzeki Fiumara di Amendolea w ciagu trzech-czterech godzin. Ale idę zdecydowanie dłużej, ścieżka nie pozwala szybciej. Jak zaczyna zmierzchać, to widzę w oddali dom i drogę prowadzącą do rzeki. Około kilometra od koryta, robi się bardzo stromo w dół i ciężko znaleźć szlak. Zaczynam się plątać, trochę kołuję, jest ciemno, muszę już korzystać z czołówki, żeby oświetlić sobie drogę. W oddali, kilkaset metrów ode mnie widzę światło i pasterza, który pogwizduje i nawołuje swoje kozy. Stwierdzam, że jest za ciemno, za stromo, zbyt ryzykownie żeby kluczyć po szlaku i idę szutrową drogą w dół rzeki. Po kilkunastu minutach wędrówki wypada na mnie z jazgotem kilka psów pasterskich. Siedem, może osiem. Śliczne są. Dwa w kolorze klasycznych labradorów, pozostałe białe w czarne łaty. Ujadają zaciekle. Ale są bardzo dobrze wychowane, szczekają donośnie, ale nie atakują, żaden nie próbuje ugryźć. Ja stoję w miejscu z uniesionymi rękami i mówię do nich spokojnie. Po chwili pojawia się właściciel z latarką. Witam się z nim z uśmiechem, pokazuje na mapie dokąd idę. On zszokowany, ale rozbawiony. Karze iść ze sobą i pokazuje drogę. Gwiżdże na psy, które momentalnie cichną, idą przy nodze i już są przyjacielskie. Gospodarz tłumaczy mi coś po włosku, albo po grecko-kalabryjsku, ponieważ ten dialekt jest nadal używany w tej części Kalabrii, ja niewiele rozumiem, ale gestami wskazuje mi właściwy kierunek. Docieram do koryta rzeki i znajduję bezpieczne miejsce do spania. Następnego dnia idę dalej, po drodze spotykam tego samego pasterza, który jedzie do miasta, pyta jak minęła noc, proponuje podwiezienie, ja odmawiam, bo pogoda i widoki zbyt piękne. Pokazuje mu kilka zdjęć, z uznaniem kiwa głową. Żegnamy się serdecznie. Po drodze mijam urządzenie, z długą lufą, podłączone do butli z gazem. Potem słyszę wystrzał, który robi spory hałas. I tak kilkukrotnie. Podobno pasterze chronią w ten sposób swoje kozy i krowy przed dzikimi zwierzętami. Idzie się wspaniale. Cisza, spokój, przestrzeń, obłędna natura i pocztówkowe widoki gór. W oddali zaczyna mi majaczyć miasteczko umiejscowione na urwisku, do którego mam w planach dotrzeć, ale im bliżej, tym bardziej mam wrażenie, że coś jest z nim nie tak, że brak szyb w oknach, że życie w nim zamarło. I jest tak w istocie. W miasteczku Roghudi Vecchio nie ma żywego ducha, prawie wszystkie domy otwarte, bez szyb, bez wyposażenia, zrujnowane. Miasto-widmo. Tych domostw była około setka. Może trochę mniej, może więcej. Nie liczyłem. Co się stało z mieszkańcami? Gdzie się podziali? Czemu odeszli? Wyemigrowali? Epidemia jakaś była? Uciekać musieli? Pytania bez odpowiedzi. Siadam na dachu jednego z domów i patrzę przez klika minut przed siebie. Widok obłędny. Koryto rzeki wije się niczym wąż pomiędzy górami. Potęga natury w czystej postaci. Schodzę do samego dołu i spędzam kolejną przyjemną noc w korycie rzeki. Na następny dzień wracam z powrotem do nabrzeża, po drodze dopada mnie burza i ulewa tak intensywna, że woda leje się po drodze pokotem i mam ją do kostek. Chowam się do opuszczonej szopy, którą wypatrzyłem dwa dni wcześniej i czekam, aż się uspokoi. Po ciemku docieram do plaży i pół nocy gapię się w niebo na bajeczny spektakl. Pioruny harcują po niebie i co chwila rozświetlają chmury, które wiszą nad Morzem Jońskim. Do tego jest prawie pełnia. Rano muszę złapać pociąg do miasteczka Bovalino, skąd podrepcę w kierunku kolejnych przygód.

  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close